Wyjazd na basen

Wracając któregoś razu z basenu, musiałem to zrobić! Musiałem jeszcze w autobusie wstać i spytać naszych pływaków czy w następny wtorek, ten wtorek tuż po świętach, dzień wolny od nauki czyli dzień, w którym lubuje się praktycznie każdy uczeń (są wyjątki) - czy mam organizować wyjazd na basen, czy nie. Wszyscy byli za i pojechaliśmy.

Wszyscy robią postępy. Instruktorzy wymyślają co i rusz nowe ćwiczenia. Trudne i męczące ćwiczenia. Są uczniowie, którzy nie mogą wyjść z basenu – mało im; i jakby mogli, jakby kąpielówki miały kieszenie, to  ponabierali by w nie wody i popływali jeszcze w domu.

Jedna z grup ćwiczyła już w płetwach. Prędkość kosmiczna. Trudno było wyhamować i nie uderzyć głową w ścianę. Widziałem jak pani Beata oddała swój pierwszy skok (oczywiście nie na bank) do wody. Na nogi, rzecz jasna. Mówiła później, że się trochę bała (co było widać gołym okiem), ale się przemogła i skoczyła. Brawo! Czyli nauka nie idzie w las – i oby tak dalej!

Krzysztof Załęski